Krótko o nas

Każdego dnia modlimy się wspólnie o łaskę nawrócenia dla osób polecanych przez członków Grupy. We wspólnocie pamiętamy o sobie nawzajem, dzielimy się Słowem Bożym. Razem wzrastamy w wierze i miłości.
Przyłącz się do nas już dziś!

Nasz profil na Facebook'u:

Ostatnie dyskusje na forum


O:Proroctwa
Janusz 19.4.2018 14:30
O:Jesteśmy?
Janusz 17.4.2018 10:45
O:ulubiona melodia diabła cz.3
Janusz 2.1.2018 9:39
O:Konferencja
andrzej 10.6.2017 20:50
O:Prosośba o modlitwę
Małgorzata1 22.4.2017 11:48
O:proszę o modlitwę
Małgorzata1 19.4.2017 14:29
O:Proszę o modlitwę...
andrzej 23.1.2017 20:32
O:Czystość intencji
Małgorzata1 23.11.2016 9:57
O:Koronka do Miłosierdzia Boż a Godzina Miłosierdzia
Janusz 19.9.2016 12:30
O:Msza św.
Janusz 24.8.2016 13:34
ZOBACZ WIĘCEJ

Współpracujemy z:

          
  
Istota modlitwy o nawrócenie PDF Drukuj Email
"Jeden drugiego brzemiona noście i tak wypełnijcie prawo Chrystusowe" Ga 6,2.

Problem modlitwy wstawienniczej nie jest problemem prostym, zazębia się w nim bowiem od razu kilka tajemnic naszej wiary. Tajemnic nie w tym sensie, jakoby o tych rzeczywistościach nie można się było nic dowiedzieć, czyli jakoby były one przed nami po prostu ukryte, ale w tym, że pod wieloma względami przekraczają one naszą zdolność pojmowania. Dlatego ich pełnego znaczenia nigdy na ziemi nie ogarniemy, a więc z wielką tylko trudnością możemy je ująć w słowa; jak ktoś powiedział, w teologii „bąkamy coś o tym, co niewidzialne”.

Przede wszystkim chodzi o TAJEMNICĘ CIAŁA CHRYSTUSA – Kościoła, tajemnicę naszej istotowej współprzynależności w Chrystusie. Pojęciem pokrewnym jest też com-munio sanctorum, społeczność świętych, przy czym nie chodzi o świętych kanonizowanych, czyli o przebywających w niebie, ale właśnie o wspólnotę wszystkich, którzy należą do Chrystusa – czy tutaj na ziemi, czy w chwale niebieskiej.

Chrześcijaństwo nie jest i nie może być religią indywidualistów. Poprzez modlitwę wstawienniczą wyznajemy, że tak jak należymy nieodłącznie do naszego Pana Jezusa Chrystusa, który nas odkupił i przyczynia się za nami u Ojca, tak też należymy wzajemnie do siebie. Innymi słowy, modląc się wzajemnie za siebie, uświadamiamy sobie, że jesteśmy wszyscy włączeni w mistyczny sposób w Chrystusa, a przez to połączeni też między sobą. Jesteśmy członkami Jego Mistycznego Ciała, jesteśmy w Niego „wszczepieni”, jesteśmy z Nim zrośnięci, jak mówi Pismo (por. Rz 6,5). Łaska Boża – na Wschodzie powiedziano by po prostu: Duch Święty – krąży w tym Ciele niczym jego niewidzialna limfa, a my możemy ją sobie nawzajem przekazywać, tak jak Chrystus przekazał ją i nadal przekazuje nam.

Ale nie tylko to. Świadomi tego, że wszyscy wyszliśmy z rąk jednego Stwórcy, możemy coraz głębiej dostrzegać również wspólnotę z całym ludzkim rodzajem, co więcej: z całym stworzeniem. Z tą świadomością wspólnoty, która budzi się wszędzie tam, gdzie wyrasta żywa wiara w Chrystusa, pozostawała zawsze w ścisłym związku modlitwa wielkich świętych orędowników. Wspaniale wyraża to kilka wersów Jana Zahradníčka:

Pojąłem
Krew Wielkanocnego Baranka skropiła wszystkich
i przez całe dzieje
rozproszone kości Adama zbierały się z narzekaniem...
... w jedno Ciało
którego żadna cząsteczka nie może nam być obojętna. Nie możemy nie kochać najdalszych nawet synów najdalszych plemion, a tym bardziej wszystkich swoich...

Modlitwa wstawiennicza jest też wyrazem posłuszeństwa słowom Pisma Świętego, które również buduje na naszej współprzynależności w Ciele Chrystusa: „Jeden drugiego brzemiona noście i tak wypełnijcie prawo Chrystusowe” (Ga 6,2). Trzeba zresztą powiedzieć, że intymność stosunku do Chrystusa i zdolność otwarcia się w szczerej empatii na swych bliźnich obciążonych różnorakim brzemieniem powinny iść z sobą w parze, w przeciwnym razie bowiem tworzymy jakąś pseudoduchowość.

Z apelu Listu do Galatów wynika jednak nie tylko dalszy postulat, ale także pewna bardzo pocieszająca okoliczność: oto raz poniosę brzemiona drugich ja, kiedy indziej zaś mogę mieć nadzieję, że ktoś inny pomoże nieść moje. Ktoś współcześnie żyjący wytłumaczył swojej córce tajemnicę solidarności w Ciele Chrystusa w sposób następujący:

Nie potrafi my sobie wyobrazić, ilu ludzi modliło się, abyśmy zdołali zatrzymać się i usłyszeli cichy Boży głos. Wszędzie wokół nas jest niewidzialny wieniec łaski i miłości naszych bliźnich. Coś jak lśniąca sieć elektroniczna, jak internet ofiar, modlitw, łez i błagalnych próśb, którymi ci, co kochają Boga, proszą Go usilnie, aby się dał poznać dalszym ludziom, których sami nawet nie znają... Taki właśnie jest sens wyrażenia „świętych obcowanie”, jakie usłyszałaś. I nie chodzi tu tylko o świętych kanonizowanych, lecz o wszystkich, którzy do świętości dążą.

Opowiada się, jak marynarze gdzieś na Wschodzie przez całą noc borykali się ze wzburzonym przez sztorm morzem. Sytuacja była dość dramatyczna i wszyscy byli skrajnie wyczerpani. Około godziny trzeciej nad ranem jeden z nich mówi: „Teraz już możemy odetchnąć, bo w klasztorach na wybrzeżu mnisi zaczynają się modlić”.

Podobnie moc liturgicznych modlitw i Eucharystii postrzegał Thomas Merton, kiedy jeszcze jako człowiek świecki uczestniczył w nocnych modlitwach i w porannej Mszy świętej w pewnym klasztorze trapistów:

Jakież źródła życia, siły i łaski kryły się w tym śpiewaniu mnichów, w tych psalmach... Cała ziemia z nowym rozmachem wzmożonej płodności i znaczenia ożywała w tej radości ich pięknego i prostego śpiewu wznoszącego się stopniowo do najwyższego szczytu mszy konwentualnej [...] Wymowa tej liturgii była nawet jeszcze bardziej przejmująca, a to, co wyrażała, było jedną wielką, prostą i niezaprzeczoną prawdą: – ten kościół, dwór Królowej Niebios, jest rzeczywistą stolicą kraju, w którym żyjemy. On stanowi ośrodek całej żywotności Ameryki. Tu jest racja i przyczyna utrzymania się w jedności tego narodu. Ci ludzie, ukryciw anonimowości swego chóru i swoich białych habitów, robią dla swego kraju to, czego żadna armia, żaden kongres, żaden prezydent jako taki nie mogą zrobić – pozyskują dla niego łaskę, opiekę i przyjaźń Boga.

Każda Msza święta jest nie tylko dziękczynieniem, ale też wielkim wstawiennictwem za Kościołem na całym świecie. Właśnie dlatego, że następuje w niej uczczenie Chrystusa w nas i nas w Chrystusie, a więc uczczenie tajemnicy Ciała Chrystusa, „którego żadna cząsteczka nie może nam być obojętna”. A przecież Eucharystia jest ze swej istoty sprawowana za całą ludzkość i za wszelkie stworzenie. Trafnie to kiedyś wyraził pewien nasz znakomity kapłan:

Kiedy trzymam w dłoni patenę z chlebem ofiarnym i mówię „suscipe...”, czuję, że trzymam w dłoni nie tylko kawałek niekwaszonego chleba, ale całe dzieje wszechświata w nim... A kiedy wypowiadam słowa konsekracji, słyszę, jak odzywają się echem w całym wszechświecie. Widzę w duchu, jak dotykają nie tylko chleba, nie tylko mnie i wszystkich pozostałych, ale jak przenikają, podobnie jak Bóg, swoją wszechobecnością wszelkie stworzenie i każdą cząstkę materii i podnoszą ją na nowy poziom istnienia: „Oto czynię wszystko nowe” (Ap 21,5).

Widzę w duchu, jak te słowa na nowo zespalają intymnie z Bogiem wszelkie stworzenie. Jak dzięki krwi Chrystusa przywracają Bogu to, co do Niego należy i co mu grzech wyrwał. Wyczuwam, jak Bóg jest niewyobrażalnie bliższy wszystkim rzeczom, niż one są sobie same. Jak w kapłańskiej ofierze Chrystusa powstaje nowa ziemia i nowe niebo. Doznaję mocy Chrystusowej ofiary za całe stworzenie... Również Eucharystia ma swój wymiar kosmiczny. A to dlatego, że Jezus jest samym życiem.

Jak już powiedziano, chrześcijaństwo nie jest i nie może być religią indywidualistów. Dlatego modlitwa, której nauczył nas Pan, jest głównie modlitwą wstawienniczą. Co więcej, wypowiadając słowa Ojcze nasz, nigdy nie przystępujemy do Boga tylko sami za siebie; nie jest przypadkiem, że Jezus nauczył nas modlić się w liczbie mnogiej, w jedności z Ciałem Chrystusa - Kościołem, i z całą ludzkością. Zaprawdę krzepiąca jest świadomość, że wszędzie na świecie są orędownicy, którzy go dosłownie skrapiają łaską, i że w każdym momencie na całym świecie wznoszą się ku niebu modlitwy za wszystkich ludzi, zwłaszcza za tych, których życie wystawia na trudne próby.

Następną tajemnicą, której dotykamy, zajmując się tematem modlitwy wstawienniczej, jest TAJEMNICA ZŁA – tajemnica grzechu, bólu i cierpienia wszelkiego rodzaju. W modlitwie wstawienniczej właściwie zawsze występujemy do boju przeciwko jakiejś formie zła lub nędzy, zawsze chodzi w niej o zmaganie między królestwem światła a królestwem ciemności (por. Kol 1,13). Często wypowiadamy ją właśnie w sytuacjach, kiedy pragniemy ulżyć cierpieniom kogoś z naszych bliskich; kiedy indziej prosimy o siłę i błogosławieństwo dla tych, którzy służą cierpiącym.

Jak powiedział ktoś mądry, kto sam doznał cierpienia, w takich sytuacjach pytanie: „dlaczego”, może nas całkowicie paraliżować, gdy tymczasem pytanie: „jak”, otwiera drogę prowadzącą dalej, drogę ku światłu. Innymi słowy, jeśli będę uparcie zadawał sobie pytania typu: „dlaczego dzieje się to czy owo, dlaczego Bóg do tego dopuszcza, dlaczego nie interweniuje”, będzie mi się niepostrzeżenie wkradał do serca skarykaturowany obraz Boga, który jest moim nieprzyjacielem, który chce dla mnie zła (co, notabene, jest znaną taktyką owego Złego – por. Rdz 3,1). Jeśli natomiast zacznę pytać, jakie stanowisko wobec tej sytuacji dyktuje mi wiara w Chrystusa, otwiera się droga błogosławieństwa, ponieważ żadne cierpienie nie może nas oddzielić od miłości Chrystusa, a „Bóg z tymi, którzy Go miłują, współdziała we wszystkim dla ich dobra” (Rz 8,28).

To wszakże nie znaczy, że Boże działanie będzie dla nas zawsze zrozumiałe. Wiele usilnych modlitw wstawienniczych dokonuje się w mroku wiary, gdzie nie można oprzeć się na widzialnych znakach Bożej przychylności – jak kiedy w chwili konania Chrystusa na Golgocie zmrok ogarnął ziemię, a On sam, obciążony grzechem świata, przez pewien czas doznawał utraty bliskości Boga. Dlatego modlitwa wstawiennicza jest niekiedy posługą niełatwą.

W modlitwie tej dotykamy także TAJEMNICY NASZEGO WSPÓŁUDZIAŁU W ZBAWIENIU ŚWIATA. „Nie ma nic bardziej tchnącego chłodem, niż chrześcijanin, którego nie obchodzi zbawienie jego bliźnich”, powiedział kiedyś św. Jan Złotousty. Z jednej strony jest prawdą, że dzieło zbawienia „dokonało się” i że do ofiary Chrystusa nie potrzeba nic dodawać, ale z drugiej jest też prawdą, że jesteśmy powołani do uczestnictwa w Jego misji, że mamy być „współpracownikami w Jego dziele”. Możliwe, że choć Pan Bóg mógł uczynić wszystko sam, to jednak najwyraźniej tego nie chciał i postanowił uczynić wiele rzeczy również za naszym pośrednictwem i z nami. I trzeba potraktować to poważnie.

Całej głębi i wszystkich szczegółów Bożych zamysłów nigdy nie pojmiemy, ale wolno nam choć nieco w nie wejrzeć. A wejrzenie to pokazuje nam wyraźnie, że Bóg pragnie mieć z nami relację partnerską: „Już was nie nazywam sługami, bo sługa nie wie, co czyni pan jego, ale nazwałem was przyjaciółmi”, powiedział Jezus swym uczniom (J 15,15), a właściwie każdemu z nas. Gdyby Boże zamiary realizowały się według logiki „o nas bez nas”, byłoby wprawdzie mniejsze ryzyko ich niepowodzenia, ale oznaczałoby to też, że jesteśmy traktowani jedynie jako bezduszne pionki na Bożej szachownicy.

Ale skąd wiemy, że Bóg w swoim dziele poważnie na nas liczy? Posłannictwem chrześcijanina jest stać się CZŁOWIEKIEM, przy czym dojrzałe człowieczeństwo mierzy się miarą wielkości według Pełni Chrystusa (por. Ef 4,13). Stać się w pełni człowiekiem znaczy zatem tyle, co żyć jak Chrystus dla innych i dla świata, stać się jak On darem dla drugich, dobrym Samarytaninem, a więc BLIŹNIM dla każdego, kto cierpi (por. Łk 10,37). A skoro Pan Jezus Chrystus nieustannie się za nami przyczynia po prawicy Bożej, my zaś jesteśmy wezwani do tego, by mieć udział w Jego misji, to modlitwa wstawiennicza nie może być jedynie ozdobnym dodatkiem do naszej osobistej modlitwy.

W chrześcijaństwie nie jest jednak niezwykłe to, że nam podnosi poprzeczkę, że wymóg miłości akcentuje jeszcze dobitniej, niż to było dawniej; to mogłoby prowadzić tylko do utraty wiary w siebie – przecież już starotestamentowa poprzeczka moralna okazała się zbyt wysoka na ludzkie siły (por. Rz 2-3). Radosna Nowina polega na tym, że za sprawą Chrystusa wraz z nowymi wymaganiami Ewangelii przychodzi też nowa moc pozwalająca nimi żyć. Jest to Duch Święty, Duch Chrystusa, który przemienia serca kamienne w serca cielesne, wkłada w nie prawo Boże i w ten sposób uzdalnia człowieka z zewnątrz, aby mógł sprostać wymaganiom Ewangelii.

Fragment książki "Moc modlitwy" autorstwa Kateriny Lachmanovej. Wydawnictwo: WAM.


 

Szybki kontakt GG

Janusz - opiekun Grupy nr: 37003352
Marcin - pomoc techniczna nr: 36638314
Status Janusza:
Status Marcina:

Zadaj anonimowe pytanie